29 cze 2015

Ars bene mori

Ars bene mori-co to znaczy ? To sztuka pięknego umierania. Co to oznacza ?Czym jest piękna śmierć? Czy piękno może być ukryte nawet w cierpieniu i stracie? 

~*~

Czas leci nie ubłagalnie, nawet dla Kapłana Czasu...
~Ale demony są nieśmiertelne. One nie chorują...-westchnął w myślach. Ile są już razem ? Tak długo, a zarazem zbyt krótko dla różdżkarza.
Rozległo się pukanie i skrzypnięcie zawiasów drzwi, w których pojawił się ON, Kapłan Czasu, demon, Leo Sakurai-jedyna osoba, którą chłopiec pokochał od starty swoich najbliższych.
-Może jakieś powitanie ?-zaśmiał się demon, patrząc na zielonowłosego dwuznacznie. Szaman uśmiechnął się smutno w jego stronę, co nie umknęło uwadze kapłana.
-Ohayo-odpowiedział leniwie Anglik. Brązowowłosy westchnął cichutko i musnął ciepłymi wargami policzek chłopaka, który mimowolnie zarumienił się.
-Słodko wyglądasz gdy jesteś zakłopotany-szepnął lubieżnie, przygryzając lekko ucho Lyserga, jednakże ten nie zareagował. Nic. Zupełnie jakby był w innym wymiarze...
-Leo, który dzisiaj jest ?-spytał ni z tego ni z owego, nerwowo zerkając na partnera.
-Czy wyglądam jak chodzący kalendarz ?-odpowiedział z nutą ironii w głosie i przewrócił oczyma. Liczył na coś innego ze strony ukochanego...
-Leo proszę-błagalny ton chłopca, przekonał kapłana do odpowiedzi. Demon westchnął z niezadowoleniem.
-Dwudziesty piąty sierpnia, rok 2025.
-Emm... dziękuję-odpowiedział. Niepokoiło go zachowanie Lyserga. Czyżby coś ukrywał przed nim ?
-Nie jesteś dziś skory do rozmów, jak widać, ale ja znam sposób na poprawienie twojego nastroju-oznajmił, pochylając się nad zielonowłosym.
Lyserg stał między młotem a kowadłem. Nie chciał rozczarować ukochanego i dać mu to czego oczekuje, ale było to przeklęte "ale"-bowiem nie przyznał się mu do swojej choroby. Wiedział o wadzie serca, bo miał ją od urodzenia. Niestety w ostatnim czasie jego stan bardzo się pogorszył i jakikolwiek wysiłek mógł go zabić.
~Co zrobić?~rozmyślał nerwowo się uśmiechając. Demon nie czekał długo na zaproszenie i złączył ich usta w pocałunku. Anglik podjął decyzje-chce to zrobić ten ostatni raz. Chce uszczęśliwić po raz ostatni Leo...
Szaman odwzajemnił gest, pogłębiając tym samym pocałunek, zakładając ręce za szyją demona. Szatyn wziął ukochanego na ręce i zaniósł do ich sypialni niczym księżniczkę.
Gdy zaleźli się już w pomieszczeniu, demon delikatnie położył szamana na łóżku. Zielonowłosy wyglądał tak niewinnie i zachęcająco. Sakurai nie mógł się już do czekać, jednak tym trzeba się delektować.
Nachylił się nad chłopcem, który wyraźnie dawał do zrozumienia, że też tego chce. Przyciągnął demona za koszulę do siebie, a szatyn potraktował to jako przyzwolenie na dalszą "zabawę".
Muskał szyję różdżkarza. Cichutkie westchnięcia ze strony szamana zachęcały do czegoś więcej. Lekko rozpięta koszula sama prosiła się o zdjęcie i ukazania torsu i sutków chłopaka.
Leo jedną ręką gładził Anglika po torsie, natomiast drugą zaczął mieścić sutek szamana, który jęknął gdy ten zaczął go trochę mocniej wykręcać.
Zielonooki nie pozostawał dłużny i również zaczął pozbawiać kochanka górnej części garderoby. Drugą ręką, demon rozpiął pasek od spodni szamana i wsunął dłoń pod bokserki zielonowłosego.
Włożył dwa palce w odbyt chłopca, a po pomieszczeniu rozległ się jęk rozkoszy z ust Lyserga. Niestety były członek X-laws nie do końca odczuwał samą przyjemność. Czuł jak przez kontakt z ukochanym, jego serce wali mocniej.
Bum, bum
Było teraz jak bomba i mimo bólu nie zamierzał przerywać tego. Teraz Dithel w ramach podziękowania za odczuwaną rozkosz, wpił się w usta demona, który zaczął poruszać palcami wewnątrz niego. Mimo grymasu spowodowanego bólem szamana, to chory dalej chciał kontynuować.
-Proszę~! Leo nie wytrzymam dłużej, zróbmy to~!-wyszeptał, odrywając się od ust ukochanego.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem-odpowiedział, rozpinając rozporek. Och jutro będzie się z nim drażnił, przypominając mu o wcześniejszym stosunku.
On już leżał przed nim nagi i z lekka zawstydzony, ale pewny swojej decyzji.
Nim zdążył zareagować, to poczuł w sobie męskość Sakurai. Demon penetrował wnętrze Anglika. Z początku jego ruchy były wolne i spokojne, jednak wraz z jękami zielonowłosego przestawał się oszczędzać.
Przytrzymywał chłopca za biodra, aby nie spadł z łóżka. Szaman czuł, że nie wytrzyma z odczuwanej przyjemności. Leo widząc rozkosz na twarzy kochanka, dawał z siebie coraz więcej.
Był w nim cały. Obydwoje doszli i opadli na łoże. Lyserg oparł głowę na torsie demona.
Bum, Bum, Bum...
Jego oddech stawał się płytki. Dochodziła północ.
~Już czas. To koniec~pomyślał zerkając na śpiącą twarz Kapłana. 
-Dziękuję Ci i proszę, kochaj mnie już zawsze-wyszeptał splatając ich palce.
Bum... Buuum. Buuuu...m. 
Ostatni oddech. Zasnął-na zawsze pogrążony we śnie. Czuł się spełniony przed śmiercią.


~*~

Ten poranek był deszczowy i niezwykle przygnębiający dla demona. Czuł jak pęka mu serce.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś?!-wykrzyknął z rozpaczą do martwego ciało szamana i złożył na jego chłodnych ustach ostatni pocałunek.
-Moje serce będzie bić tylko dla Ciebie, Lyserg-wychrypiał. Miał marzenie... i Królowa Demonów wraz ze swoimi braćmi wysłuchała prośby swego podwładnego. Uczyniła, ze już zawsze byli razem... jako gwiazdy na niebie.

3 komentarze: