17 lip 2015

Jak zostałam terapeutą

Kocham codzienność i święty spokój... Niedawno się obudziłam i muszę przyznać, że ta noc była ciężka. Nie wróć-Cały tydzień  był CIĘŻKI i MĘCZĄCY. Pewnie zapytacie-Czemu ?
Więc od razu mogę odpowiedzieć na to pytanie-Przez telefony.
Nasuwa się kolejne pytanie-Od kogo?
Od nowego Kapłana Błyskawicy, Lena Tao i pierwszego, STAŁEGO partnera Derksena Tao.
Korzystam teraz z chwili i ze spokojem upijam kolejny łyk kawy, zaciągając się też i wydychając dym papierosowy.
Niestety nie mogę zbyt długo nacieszyć się tą chwilę, gdyż słyszę dzwonek do drzwi. Kręcąc głową z politowaniem, otworzyłam drzwi wejściowe. Nawet nie musiałam patrzeć przez wizjer kto się tu przypałętał.
-Mari ratuj!-nie zdążyłam nawet się przesunąć i wpuścić byłego szamana do mieszka, ten jak błyskawica wpadł do pomieszczenia przewracając mnie przy tym. Kiedy już otrząsnęłam się z szoku, złapałam leżącego na podłodze szluga i wzięłam kilka buchów aby się odstresować i nie dobić fioletowłosego.
-Co się drzesz ?-mruknęłam z politowaniem, zerkając na chłopaka. Zmierzyłam go od stóp do głów. Miniony wcześniej przeze mnie osobnik rozglądał się nerwowo po pomieszczeniu i podszedł do szafy.
-Sądzisz, że tu się mogę schować ?-spytał z nadzieją w głosie, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem. Westchnęłam z irytacją, wydychając mu w twarz dym i zaczęłam nerwowo robić kółeczka z dymu licząc co dziesięciu w myślach.
-Możesz mi powiedzieć z jakiego powodu wpadasz do mojego mieszkania bez powiadomienia mnie o tym. Wydzwaniasz do mnie w nocy pytając czy Derksenowi jeszcze na Tobie zależy i jak go zadowolić ?! Czy ja Ci kurwa wyglądam na psychoterapeutkę ?!-wydarłam się. No cóż mi też już puszczają nerwy po siódmej nieprzespanej nocy.-I przed kim uciekasz ?-dodałam, ale widząc jak złotooki pakuje się do mojej szafy sama odpowiedziałam za niego.
-Przed Derksenem? Czyż bym miała rację ?-spytałam kucając tuż koło szafy, gdzie Lenny z trudem zdołał się wepchnąć i nie nadziać na jakąś maczetę bądź nóż.
-Tak, a oprócz tego co ty tu trzymasz?! Zabić mnie tym chcesz ?-wyszeptał, jakby przeczuwając, że jego brat zaraz tu wpadnie. Oho... chyba zacznę odliczać sekundy zanim się tu pojawi Kapłan Śmierci.
-Moja szafa i moje mieszkanie. Mogę sobie tutaj trzymać co chcę!-burknęłam, ale po chwili spoważniałam-O co tym razem poszło ?
-No to głupio zabrzmi, ale ja chciałem raz dominować-fuknął, a ja turlałam się ze śmiechu po pokoju-Ej nie śmiej się!-krzyczał jak małe dziecko.
-Ale to jest przezabawne Lenny! A jeszcze bardziej śmieszy mnie to, że próbujesz mnie okłamać-dodałam odpalając kolejnego papierosa.
-Skąd ty...?-zaczął, a ja wyprzedziłam jego pytanie.
-Kobieca intuicja-uśmiechnęłam się leciutko, puszczając mu oczko-To powiesz mi o co poszło czy mam sama zapytać Derksena?
-Chodzi o to, że jestem w ciąży-westchnął z trudem, a ja zakrztusiłam się dymem i przy okazji poparzyłam się petem. Nie specjalnie się tym przejęłam i od razu się wyprostowałam.
-Wyłaź z tej szafy. Musicie porozmawiać-oznajmiłam stanowczym głosem, tupiąc lekko nogą. Gdy młodszy Tao nie chciał posłuchać polecenia, to musiałam mu w tym pomóc. Wzięłam pistolet leżący na pobliskim stoliku. Był załadowany i wystarczył jeden pocisk w stronę szafy aby zareagował i wybiegł przerażony z mojej komody.
-Nie chcę umierać w tak młodym wieku!-jęczał i schował twarz w dłoniach, aby rozpłakać się jak mały chłopczyk. Usiadł na kanapie, a ja poszłam w jego ślady z tą różnicą, że objęłam go delikatnie i przytuliłam chcąc dodać mu otuchy.
-Musisz z nim porozmawiać. Nie martw się... nie zostawię Cię z nim sam na sam. Nie chcę mieć znowu zdemolowanego mieszkania-w tym momencie oberwałam od Tao poduszką po czym dodałam szczerząc się jak kretynka-Na kimś musi się wyżywać, nie ?-ta wersja chyba bardziej przypadła byłemu szamanowi do gustu, bo odwzajemnił uśmiech.
Po chwili dało się usłyszeć jak drzwi wypadły z zawiasów. Czyli kolejne 5000 jenów pójdzie na wstawienie drzwi, świetnie...
-Mari! Gdzie on jest ?!-warknął wściekły demon, wpadając do salonu. Gdy ujrzał Lena i mnie w pomieszczeniu, stanął na chwilę w osłupieniu. Ledwo uchroniłam Kapłana Błyskawicy przed lecącym w jego stronę wazonem z różami.
-Derksen~sama opanuj się! Sąsiedzi znowu wezwą policję, a oni żandarmerię wojskową!-krzyknęłam przypominając sobie, jak ostatnim razem wpadły tu siły zbrojne Japonii.
-Usiądź i porozmawiaj ze swoim partnerem! Na tym do cholery opiera się związek-mruknęłam poirytowana, podchodząc do kuchenki i zagrzewając wodę w czajniku.
-O ty skąd możesz to wiedzieć, co ?-prychnął z lekceważeniem. Najchętniej bym złożyła Mai zażalenie, że chcę być jej podwładną.
-Nie rozmawiamy o mnie i o moich związkach, a o was-odparłam wymijająco i zaparzyłam herbatę jaśminową. Po kilku minutach podałam im kubki i usiadłam na przeciwko nich.
-Len chciałby Ci coś powiedzieć-oznajmiłam. Złotooki chciał już zaprzeczyć, ale chyba przestraszył się morderczego spojrzenia z mojej strony.
-Ja-a.. po prostu bałem się twojej reakcji-wyszeptał jąkając się przy tym. Derksen westchnął cicho i podszedł do chłopaka. Objął go delikatnie ramieniem i ucałował w skroń.
-Przepraszam, że zachowałem się tak gwałtownie-wychrypiał demon, mocniej obejmując brata. Trwali przez jakiś czas w milczeniu, kiedy ni z tego ni z owego ktoś musnął mnie w policzek, lekko nadgryzając skórę.
-Dziękuję-nim zdążyłam nakrzyczeć na tą osobę, została mi tylko kartka na blacie stolika.

"Pomożesz nam z Mają i Zuzą imię dla dziecka.
Przy następnej kłótni też przyjedziemy tu na "rozmowę", więc się szykuj
D&L" 
-JA WAS WSZYSTKICH NASTĘPNYM RAZEM POZABIJAM!!!-wydarłam się, ale mimo tego byłam uśmiechnięta. Muszę przyznać, że to był ciekawy poranek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz